Dostęp do sieci komórkowej jest dziś dla nas tak oczywisty, że zwykle zauważamy jej brak dopiero wtedy, gdy naprawdę jej potrzebujemy. Wystarczy jednak wyjechać poza miasta i główne drogi, żeby przekonać się, jak szybko kończy się ta oczywistość. To doświadczenie było swego rodzaju pretekstem, żeby wziąć na próbę Starlinka i trochę się nim pobawić. Dodatkowym motywatorem był Tomek K9RCZ, który ostatnio coraz częściej narzeka na dziury w zasięgu telefonii komórkowej. A że każdego tygodnia przemierza tysiące mil po rzadko zaludnionych częściach Stanów Zjednoczonych, chciałem sprawdzić, czy Starlink może być dla niego takim złotym środkiem.
Nie będę się zagłębiał w to, jakie warianty sprzętowe czy plany Starlinka można wybrać, bo to zależy od tego, gdzie mieszkacie i jaki macie adres domowy — a tak naprawdę od tego, gdzie przychodzą rachunki z karty kredytowej. Ja wybrałem wariant Starlink Mini oraz podstawowy plan Roam. Charakteryzuje się on tym, że prędkość jest nieograniczona, ale limit przesyłu danych przy maksymalnej prędkości wynosi 100 GB. Po jego wyczerpaniu prędkość spada do około 500 kb/s. Taki plan w USA to koszt 55 dolarów miesięcznie. Innym wariantem jest włączenie trybu „stand-by”. Wtedy miesięczny koszt wynosi 10 dolarów, ale od razu mamy prędkość ograniczoną do 500 kb/s. Co, powiem szczerze, w zupełności wystarcza, by pociągnąć na tym nasz hotspot zalogowany do FM Poland, a nawet sprawdzić pocztę czy przejrzeć wiadomości w sieci.
Właściwie od początku spodziewałem się, że sam Starlink z wbudowanym routerem i Wi-Fi nie będzie działać dobrze z FM Poland, tudzież z każdym innym SvxLinkiem. Podobnie jak u wielu operatorów telefonii komórkowej, pojawiła się połączeniowa czkawka: połączono, rozłączono. Nie będę się rozwodził nad tym, skąd to się bierze, tylko skupię się na lekarstwie. A lekarstwo jest bardzo proste: logujemy się do FM Poland przez jakikolwiek VPN i sprawa jest załatwiona.
Można to zrobić, kupując najprostszy router obsługujący WAN/LAN albo WISP. W moim przypadku na początek — bom leniwy — włączyłem w swoim routerze (za całe 40 dolarów) tryb WISP i skierowałem go na Wi-Fi Starlinka. Połączono i... nie rozłączano. Kiedy Starlink miał internet, FM Poland pozostawał podłączony w 100%. O tym, kiedy Starlink tracił internet, napiszę chwilę później.
Docelowo skonfigurowałem jednak swój router oraz Starlinka trochę inaczej. Kabelkologicznie. Najpierw przełączyłem Starlinka w tryb bypass. Sprawia to, że przestaje on być routerem sieci i podaje internet bezpośrednio na swoje łącze sieciowe. Swój router przełączyłem w tryb pracy WAN/LAN — do dedykowanego portu WAN podłączyłem Starlinka, a do portu LAN Malinę (Raspberry Pi), na której pracował FM Poland. Może i więcej z tym kabli oraz kombinowania, ale osobiście lubię kable i stronię od Wi-Fi, jeśli tylko mogę.
Dodatkowo, ponieważ router, którego używam, ma również slot na kartę SIM, ustawiłem tryb pracy z backupem LTE. Oznacza to, że gdy Starlink traci internet, router przełącza się na sieć komórkową. Skąd ten pomysł, skoro przecież prędzej stracę zasięg komórkowy niż Starlinka? I tu dochodzimy do kwestii stabilności połączenia ze Starlinkiem w ruchu.
Starlink potrzebuje odkrytego nieba. Zdumiewająco wcale nie potrzebuje go aż tak dużo, jednak antena musi jakąś część tego nieba widzieć. Ulice w mieście z gęstymi drzewami czy wysokie budynki w centrum Chicago skutecznie większość tego nieba zasłaniają. Dlatego używanie Starlinka jako internetu do FM Poland w mieście czy dużych skupiskach miejskich mija się z celem — tam telefonia komórkowa ogarnia nam temat.
Jednak kiedy zapuścimy się na kukurydziane stepy Nebraski czy zielone wzgórza Montany, sprawa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Tak naprawdę wystarczy, że wjedziemy na autostradę międzystanową, która otwiera nad nami całe niebo, i Starlink działa jak ta lala. Nawet przejazdy pod dłuższymi wiaduktami nie powodują zerwania połączenia z FM Poland.
Dlatego gdybym miał na stałe montować Starlinka, to drugie rozwiązanie byłoby moim standardem, z dodatkowo wpiętym wyłącznikiem Starlinka. Kiedy jestem w mieście: Starlink wyłączony, internet leci z karty SIM. Wyjeżdżam w trasę: włączam Starlinka, internet leci z gwiazd.
Podsumowując — po tym eksperymencie uważam, że Starlink nie jest rozwiązaniem, które ma zastąpić telefonię komórkową, ale może być jej bardzo dobrym uzupełnieniem. Szczególnie w miejscach, gdzie zasięg LTE czy 5G się kończy, a przed nami jeszcze setki mil pustej drogi. Dla użytkownika FM Poland oznacza to możliwość utrzymania łączności również tam, gdzie tradycyjna sieć komórkowa po prostu przestaje istnieć.
W połączeniu z routerem, który potrafi automatycznie przełączać się między Starlinkiem a LTE, dostajemy rozwiązanie nie tylko wygodne, ale przede wszystkim odporne na brak zasięgu jednej z technologii. W mieście korzystamy z LTE, na pustkowiu — ze Starlinka. Dodatkowo przy dzisiejszych kosztach usług mamy działające rozwiązanie za niecałe 20 dolarów miesięcznie. Dlatego dla kogoś takiego jak K9RCZ, kto spędza tysiące mil tygodniowo za kierownicą, może to być właśnie ten brakujący element, który pozwoli mu pozostać w kontakcie z Grupą 312 na FM Poland niezależnie od tego, gdzie akurat się znajduje.
de W9GIL
Na marginesie:
FM Poland w skrzynce
Wziąłem Starlinka na długi wrześniowy weekend w lasy Wisconsin. Tym razem chodziło mi przede wszystkim o sprawdzenie, jak poradzi sobie w warunkach biwakowych, na mocno zalesionym terenie. Mój zestaw składał się z anteny Starlink Mini, Motoroli CDM750, Raspberry Pi z kartą oraz routera Cudy. Na samym kempingu, gdzie nieba ledwo było widać (patrz zdjęcie z „obstruction”), nie było mowy o stabilnej rozmowie na FM Poland, ale internet nadal działał. Było zauważalne, że Starlink momentami się przywieszał, jednak spokojnie można było sprawdzić pocztę, media społecznościowe czy normalnie posurfować po sieci.

Kiedy przeniosłem sprzęt nad wodę i odsłoniłem nieco większą część nieba, sytuacja wyraźnie się poprawiła. W ciągu dnia połączenie zerwało się może 4–5 razy. Trzeba jednak pamiętać, że mimo iż na załączonym zdjęciu wydaje się, że nieba jest całkiem sporo, bezpośrednio nad anteną drzewa tworzyły coś w rodzaju głębokiego okapu nad przystanią i zasłaniały sporą część widoku.

Ogólnie jednak dało się zarówno pogadać przez FM Poland, jak i normalnie korzystać z internetu. Jak na Starlinka pracującego w takich warunkach, wynik ponownie uważam za całkiem dobry.