Wyobraź sobie, że jest druga w nocy. Telefon nagle wydaje charakterystyczny dźwięk alarmu, budząc cię ze snu. Zaspany sięgasz po telefon i widzisz kolejne powiadomienie o zaginięciu dziecka. Pierwsza myśl może być dość cyniczna: „O drugiej w nocy? Kto będzie jeździł po ulicach i szukał zaginionego dziecka?”. A jednak odpowiedź może być zaskakująco prosta: może właśnie my.
Taki właśnie punkt wyjścia przedstawił amerykański radioamator Brent Boydston, KF5THB, w swoim artykule opublikowanym na forum QRZ. Boydston zwrócił uwagę na problem, który często pozostaje poza głównym zainteresowaniem środowiska krótkofalarskiego. Zaginięcia dzieci, osób starszych czy osób znajdujących się w szczególnej sytuacji nie są wydarzeniami, które pojawiają się raz na kilka lat. W wielu miejscach takie przypadki zdarzają się regularnie. W Stanach Zjednoczonych funkcjonują między innymi systemy AMBER Alert oraz Silver Alert, których zadaniem jest szybkie informowanie społeczeństwa o zaginięciach i zagrożeniach związanych z osobami wymagającymi pomocy.
Boydston zadaje bardzo proste pytanie: skoro w Stanach Zjednoczonych istnieją dziesiątki tysięcy radioamatorów wyposażonych w samochody, radiotelefony i wiedzę pozwalającą na utrzymanie sprawnej łączności, dlaczego nie wykorzystać tego potencjału do pomocy w takich sytuacjach?
Wyobraźmy sobie, że lokalna policja prowadzi poszukiwania zaginionej osoby. Zamiast pozostawiać radioamatorów jedynie jako biernych obserwatorów komunikatów, można stworzyć wcześniej przygotowaną i przeszkoloną grupę, która w razie potrzeby uruchomi specjalny net poszukiwawczy. Operatorzy mogliby zostać rozmieszczeni w określonych rejonach, poruszać się samochodami po wyznaczonych trasach i utrzymywać ze sobą stałą łączność. Jeden operator sprawdzałby parkingi, drugi okolice parku, trzeci drogi prowadzące poza miasto, a operator koordynujący zbierałby informacje i przekazywał je odpowiednim osobom prowadzącym akcję.
Nie chodzi oczywiście o to, aby radioamatorzy zastępowali policję, straż pożarną czy wyspecjalizowane zespoły poszukiwawcze. Wręcz przeciwnie. Taki system miałby sens tylko wtedy, gdyby działał w sposób uporządkowany i w ścisłej współpracy z odpowiednimi służbami. Radioamator powinien wiedzieć, gdzie może działać, jakie informacje może przekazywać i komu należy je przekazać. Samodzielne prowadzenie poszukiwań bez koordynacji mogłoby nie tylko utrudnić akcję, ale również stworzyć zagrożenie dla samych wolontariuszy.
W tym miejscu pojawia się jednak ogromny potencjał krótkofalarstwa. Radioamatorzy często mają coś, czego w pierwszych godzinach poszukiwań może brakować — ludzi, którzy znają lokalny teren, posiadają samochody, radiotelefony i są przyzwyczajeni do pracy z łącznością. Kilkanaście odpowiednio przygotowanych osób może w krótkim czasie znaleźć się w różnych częściach miasta lub powiatu. Każdy z tych operatorów staje się dodatkową parą oczu, a radio pozwala na szybkie przekazywanie informacji do całego zespołu.
Co ważne, nie zawsze potrzebujemy wielkiej katastrofy, aby krótkofalarstwo mogło pokazać swoją wartość. Przez lata środowisko radioamatorskie mówiło o przygotowaniu na sytuacje kryzysowe, klęski żywiołowe czy awarie infrastruktury. To oczywiście ważne zadania, ale dla wielu osób są one abstrakcyjne i odległe. Zaginięcie dziecka, osoby starszej czy człowieka wymagającego pomocy jest natomiast problemem, który może wydarzyć się dzisiaj, w naszym mieście, na naszej ulicy.
To również może być odpowiedź na pytanie, które od lat pojawia się w środowisku krótkofalarskim: jak zainteresować młodych ludzi naszym hobby?
Możemy powiedzieć młodemu człowiekowi, że krótkofalarstwo pozwala rozmawiać z ludźmi na drugim końcu świata. To jest ciekawe. Możemy jednak powiedzieć coś znacznie bardziej praktycznego: naucz się radiokomunikacji, ponieważ dzięki niej możesz kiedyś pomóc znaleźć człowieka, który zaginął.
Taki przekaz zmienia sposób postrzegania naszego hobby. Antena przestaje być tylko urządzeniem do robienia dalekich łączności. Radiotelefon przestaje być tylko kolejnym elementem wyposażenia. Przemiennik przestaje być miejscem, na którym spotykamy się wieczorem, żeby porozmawiać o pogodzie, samochodach czy sprzęcie. Wszystkie te elementy zaczynają tworzyć narzędzie, które może mieć rzeczywistą wartość dla lokalnej społeczności.
Właśnie na tym opiera się koncepcja przedstawiona przez Brenta Boydstona, KF5THB, związana z programem Amber Silver Alert Net Program, znanym jako ASAP. Jego pomysł nie polega jedynie na tym, aby radioamatorzy słuchali komunikatów o zaginięciach. Chodzi o stworzenie zorganizowanej grupy ludzi, którzy wcześniej poznają procedury, nauczą się współpracy i będą gotowi do działania wtedy, kiedy pojawi się rzeczywista potrzeba.
Nie oznacza to, że taki system powinien wyglądać dokładnie tak samo w każdym kraju. W Polsce czy w innych krajach potrzebne byłyby rozwiązania dostosowane do lokalnego prawa, struktury służb oraz istniejących systemów alarmowych. Najważniejsza jest jednak sama idea.
Być może również nasze kluby i organizacje krótkofalarskie powinny zastanowić się, czy nie możemy zrobić czegoś podobnego. Nie chodzi o tworzenie kolejnego „klubu do rozmów przez radio”. Chodzi o stworzenie grupy ludzi, którzy posiadają wiedzę, sprzęt i przede wszystkim gotowość do wykorzystania tych umiejętności w sytuacji, kiedy naprawdę będą potrzebne.
Krótkofalarstwo nie musi konkurować z nowoczesnymi systemami komunikacji. Nie musi też udowadniać swojej wartości poprzez twierdzenie, że jest lepsze od telefonu komórkowego czy internetu. Jego siłą jest coś innego — społeczność ludzi, którzy potrafią zorganizować niezależną łączność, pojawić się w terenie i działać wspólnie wtedy, kiedy jest to potrzebne.
Może więc przyszłość krótkofalarstwa nie polega wyłącznie na tym, żeby zrobić jeszcze dalszą łączność, zdobyć kolejny dyplom czy przeprowadzić kolejny rekordowy kontakt. Może równie ważne jest pokazanie ludziom, że radioamatorzy potrafią zrobić coś pożytecznego dla miejsca, w którym żyją.
Bo kiedy ktoś czeka na powrót swojego dziecka, rodzica albo dziadka, nie interesuje go, jakiego używamy radiotelefonu ani jak daleko możemy zrobić łączność. Interesuje go tylko jedno: czy ktoś pomoże go znaleźć.
I właśnie w takim momencie krótkofalarstwo może przestać być tylko hobby.
Może stać się czymś znacznie ważniejszym — realną pomocą dla drugiego człowieka. Pogadajmy na grupie, może to jest właśnie to, czym jako lokalna grupa możemy się zająć.
Opracowano na podstawie koncepcji przedstawionej przez Brenta Boydstona, KF5THB, na forum QRZ w ramach Amber Silver Alert Net Program (ASAP).
Photo Credit: Castillo, José L. [An Amber Alert sign alerts travelers about a kidnapped child], photograph, March 8, 2006; (https://texashistory.unt.edu/ark:/67531/metapth22460/m1/1/: accessed August 8, 2026), University of North Texas Libraries, The Portal to Texas History, https://texashistory.unt.edu; crediting UNT Libraries Special Collections.